Ikonografia Ardeizmu

"O ikonografii ardeistycznej..." - wykład ojca Grzegorza

Na sali panowała cisza, wynikająca być może z braku chętnych do uczęszczania na dość kontrowersyjne wykłady ojca Grzegorza a być może dlatego, iż wykłady jego były
po prostu cholernie pochłaniające. Jak zwykle ojciec Grzegorz spóźnił się, wpadając zdyszany tylnimi drzwiami zarezerwowanymi dla wykładowców, po czym zręcznie wskoczył na podium. Sala oczekiwała na wykład.

Dzisiaj – rzekł ojciec ścierając pot z pomarszczonego czoła – za temat obierzemy sobie ikonografię Ardeizmu. Czy ktoś może mi powiedzieć, co takiego jest symbolem jedynej i prawdziwej wiary?
Nastała chwila ciszy, po czym jedna z uczennic nieśmiało podniosła rękę – Krzyż Ankh w płomieniach – rzekła cicho.
- Dokładnie! – Wrzasnął ojciec Grzegorz, gestykulując przy tym żwawo żylastą dłonią.
- Od tego zaczniemy nasz wykład. Wiecie, co oznacza Ankh w kontekście ardeizmu?

Nastała cisza, tym razem nikt nie podniósł dłoni. Zmieszane spojrzenia uczniów wodziły po surowych zakonnych murach wprawnie omijając oblicze wykładowcy. Ojciec kontynuował:
- Krzyż Ankh w płomieniach to symbol Praojca a zarazem symbol Ducha Przodków.
Jednakże nie symbolizuje on Praojca jako osoby tylko Praojca jako proces. Rozumiecie?
(Nikt nie rozumiał.) Ta pętelka, którą tu widzicie symbolizuje odrodzenie, reinkarnację. Nóżka na dole jest ziemią, światem materialnym znanym nam docześnie. Lewa rączka to Otchłań zaś prawa to Arkadia. No a płomień to oczywiście Duch Przodków, który jest obecny w każdym z tych miejsc.

Przekrwione oczy ojca Grzegorza poruszyły się energicznie w zapadniętych oczodołach, wychwytując skupione spojrzenia słuchaczy.
- Idźmy dalej – zakonnik sięgnął za pazuchę i pociągnął solidny łyk z manierki – kto z was wie jak Duch Przodków oraz Praojciec przedstawiani są na płótnie?

Żaden szmer nie przerwał ciszy pomieszczenia. Ojciec ponownie chwycił za manierkę, tak
jak gdyby spirytus miał mu dodać ducha.
- Praojciec jako Krzyż Ankh przedstawiany będzie na płótnie jako Krzyż Ankh, to takie oczywiste przecież – westchnął, rozkładając po sobie dłonie.
- Jednak to, co najważniejsze to jego umiejscowienie! Jeśli Ankh trzymany jest w ręku oznacza to, że osoba go trzymająca jest osobą duchowną o wielkiej władzy… czyli wiadomo kto… Cesarz lub Szafarz. Dalej, jeśli Ankh znajduje się przy ustach to jest tooo – zakonnik przeciągał słowo w nieskończoność oczekując odpowiedzi, jednakże klasa uparcie milczała – Prorok… oczywiście, że Prorok – warknął – a jeśli krzyż umiejscowiony jest nad głową?
Tym razem ojciec Grzegorz bez chwili pauzy udzielił odpowiedzi na zadane przez siebie pytanie – a jeśli jest nad głowa to rzecz jasna jest to nawiedzony, wizjoner, dalekowidz czy jak tam go chcecie zwać. Jedno wiedzie do drugiego – kontynuował – Praojciec to Ankh, Duch Przodków to ogień, a jak ogień to trzeba płonąć! I teraz tutaj ważne – przerwał na moment, pozwalając umysłom słuchaczy na chwilę wytchnienia - czerwony ogień to heretyk złoty ogień to duch… nie chcemy aby nam Szafarz zginął na stosie.

Nikt się nie zaśmiał, niespodziewanie jednak ktoś podniósł rękę i przemówił:
- A jak z wizjonerem? Jak w sztuce przedstawia się nawiedzonego, któremu objawił się Duch Przodków?
Ojciec Grzegorz zeskoczył z podium i szybkimi krokami począł przechadzać się pośród uczelnianych ław.
- Płonący obiekt. Może to być wszystko np. krzak… Czemu krzak nie mam pojęcia – i pociągnął kolejny łyk – albo krzesło lub ptak albo inny człowiek. Duch Przodków żyje we wszystkim i każdą formę może przyjąć. Rzecz jasna duch będzie płomieniem, nie tylko w przedmiocie. Przyjęło się porzekadło: „Mówić to, co tylko może być powiedziane przy
świętym ogniu”, co oznacza nie mniej ni więcej: mówić słowa, które pochodzą od ducha, albo mówić totalne bzdury. Tak czy inaczej sala ognia… to jest symbol w wizjach! Złote wrota bez murów, za którymi znajduje się ściana ognia – w tym miejscu ojciec Grzegorz niezwykle powoli wciągnął powietrze nosem i wypuścił je z cichym świstem.

- Teraz pytanie, jak nam się objawia Praojciec? No cóż, Praojciec nam się nie objawia bo nie takie jest jego zadanie. Jest jakby…hmmm strażnikiem wiecie takim… albo nie… - zakonnik pociągnął kolejny łyk – Praojciec jest jak maszyna napędzana Duchem Przodków, nie starajcie się tego zrozumieć, uwierzcie mi bo jestem duchownym. Ja to zrozumiałem i teraz patrzcie gdzie skończyłem.

- Praojciec może być maszyną i osobą zarazem - mówił zawzięcie i z zapałem – tak jak człowiek może być ciałem i duchem. Dokładnie, człowiek to ciało i duch. Bóg to Praojciec i Duch Przodków. Praojciec jest ciałem Duch Przodków jest… no cóż zgadnijcie sami. Mówi się łaska najwyższego, bo jest to proces… Duch Przodków zstępuje na ciebie, czyli otrzymujesz łaskę Praojca… Wracając jednak, Praojca nie przedstawisz inaczej niż ankhiem, bo to jest symbol najwyższego, a Ducha Przodków nie przedstawisz inaczej niż za pomocą ognia, bo to jego symbol… ty ty lub ty! Spróbuj wyrzeźbić ogień to będę pod wrażeniem! Dlatego raczej nie spotyka się rzeźb Praojca i Ducha Przodków… raczej ojców narodów i duchownych niosących symbole Praojca i Ducha.

Przemawiający podrapał się po kościstym podbródku, ulegając chwilowemu zamyśleniu. Dopiero skrzypnięcie jednego ze stołków wyrwało zakonnika z labiryntu własnych rozważań.
- Teraz… teraz mamy Arkadię i mamy Otchłań. Jak wiadomo po śmierci dusza opuszcza ciało i – tu ojciec wodzić począł palcem po krzyżu ankh – idzie sobie tą pętelką a według
wiary ta podróż trwa jedną wędrówkę słońca. Mówi się bowiem, że słońce jest nośnikiem dusz, które przechodzą w inne wcielenie. I gdy sobie wędrujesz tak tą pętelką to jesteś jednym szczęśliwym skubańcem, bo tkwisz w łasce Praojca, która to pozwala ci rodzić się tak długo aż osiągniesz czystość czyli prawą rączkę – w tym miejscu zakonnik stuknął chudym palcem o prawe ramie Krzyża Ankh. - Tu czeka na ciebie niespodzianka. Otóż zamiast rajskich ogrodów i tysiąca dziewic czeka cie jedność ze światem! Oznacza to, że stajesz się jednością z Duchem Przodków, osiągasz błogość, stan doskonałego szczęścia i stajesz się jedną z dusz przodków naszych, dołączając do ognia Ducha Przodków, rozumiecie?

Nie wyczekiwał odpowiedzi widząc zakłopotane spojrzenia słuchaczy i doskonale zdając sobie sprawę z tego, że większości rzeczonych tu słów nigdy nie będzie im dane pojąć i ogarnąć umysłem. Kontynuował:
- Tak, jak tutaj jesteśmy ograniczeni czterema ścianami tak w świecie ducha mamy jedną ścianę, dlatego Duch Przodków może być w jednym miejscu a zarazem wszędzie a ty będąc jednością z Duchem, mimo iż zajmujesz swoje miejsce jako indywiduum to jesteś wszędzie
tam gdzie jest on czyli wszędzie… I tym jest błogość, wiecznym byciem wszędzie, wiedzeniem wszystkiego oraz byciem szczęśliwym po wsze czasy. – Ojciec rzucił się na
manierkę, upijając z nią resztki trunku.

- Teraz ważna sprawa! Gdy stracisz łaskę Praojca pętelka zamiast prowadzić cię w stronę ziemi czyli nóżki, sprowadza cię ku lewej rączce – wskazał ją na Ankh’u – i w tym momencie zaczyna robić się nieciekawie. Otóż jeżeli wylądujesz w lewej rączce czyli w Otchłani, oznacza to tyle, iż przegrałeś swoje życie będąc heretykiem lub i magiem! A to jest jednoznaczne z odwiedzeniem naszego dobrego znajomego, Demona! Twoja wędrówka zakończy się wiecznym żywotem jako stworzenie ciemności, stworzenie cierpiące za swoje błędy do końca świata! – zakrzyknął ściskając w ręku rzeźbiony krzyż Ankh, po czym westchnął ciszej – aaah, aż się spociłem.

– Teraz zakończmy to bożymi wojownikami. Wiedzieć musicie bowiem, że nie ma takich rzeczy jak boży wojownicy! Są jednak… Avatary Ducha Przodków… są to manifestacje
Ducha, które mogą przyjąć każdą postać, głównie człowieka. I ta postać ma pewne zadanie do spełnienia na ziemi. Nie mają one jednak żadnych płomiennych mieczy i wielgaśnych skrzydeł, są to zwykli ludzie którym jak wejdziesz w drogę spłoniesz szybciej niż zdążysz rzucić obelgą…..

Po tych słowach ojciec Grzegorz musnął opuszkami palców po złotych płomieniach Ankhu, zdobiącego biel jego inkwizytorskiej szaty.

Autor: Hauru
Korekta: Kaedlin